„Wielkie nadzieje” Charlesa Dickensa

dnia

Tak się złożyło, że twórczość Charlesa Dickensa ciągle jest dla mnie zagadką. Owszem, w czasach szkolnych czytałam Opowieść wigilijną, potem – już jako dorosła – zaczęłam Tajemnicę Edwina Drooda (której nie skończyłam), ale ciągle nurtowała mnie chęć sięgnięcia do chyba najbardziej znanej książki tego autora, czyli do Wielkich nadziei. Wreszcie nastał czas na tę powieść.

Głównym bohaterem Wielkich nadziei jest Pip, sierota, wychowywany przez swoją apodyktyczną siostrę i jej poczciwego męża Joego. Pewnego dnia na moczarach chłopiec spotyka zbiegłego więźnia, który nakazuje mu przynieść jedzenie i pilnik do spiłowania krępujących go kajdan. Przestraszony Pip spełnia żądania nieznajomego, co powoduje u niego wyrzuty sumienia z powodu kradzieży. Wkrótce zbiegły więzień zostaje ujęty, a chłopiec powoli dochodzi do siebie po niedawno popełnionym „przestępstwie”. Mijają lata – Pip trafia pod opiekę ekstrawaganckiej pani Havisham, w domu której poznaje piękną Estellę, która kradnie jego serce. Pewnego dnia bohater dowiaduje się, że jest ktoś, komu zależy na tym, by uczynić go dżentelmenem. Pip opuszcza rodzinny dom i udaje się do Londynu, gdzie rozpoczyna się nowy etap w jego życiu.

Narratorem Wielkich nadziei jest Pip, który z perspektywy dorosłego życia opowiada swoją historię i kluczowe dla niej wydarzenia. Poznajemy go jako nieco zagubione dziecko, któremu brakuje ciepła w rodzinnym domu, gdzie „własnymi rękami” (to wyrażenie często powtarzane jest w pierwszych rozdziałach powieści) wychowuje go niezadowolona ze swej roli zastępczej matki siostra. Pip jest wyśmiewany przez znajomych jego opiekunów, poniżany, wszyscy podkreślają jego sieroctwo, a jedyną osobą, u której chłopiec może znaleźć wsparcie, jest mąż siostry, dobroduszny kowal Joe. Właśnie takiego chłopca na moczarach spotyka zbiegły więzień, który niemalże siłą i groźbami zmusza malca, by ten przyniósł mu coś do jedzenia oraz pilnik – należy tu zaznaczyć, że to wydarzenie będzie miało ogromny wpływ na dalsze życie głównego bohatera Wielkich nadziei. Drugim istotnym punktem w życiorysie Pipa, jest spotkanie z ekscentryczną panią Havisham, która pod wpływem życiowego nieszczęścia zamknęła się w swoim domu i zaprzestała kontaktować się ze światem zewnętrznym. To u tej kobiety bohater po raz pierwszy spotyka Estellę (w której wkrótce się zakochuje) i po raz pierwszy zaczyna czuć wstyd na myśl o swoim pochodzeniu. Znajomość z Estellą i panią Havisham powoduje, że Pip odsuwa się od swojej rodziny, dostrzegając jej braki w wykształceniu oraz wychowaniu i zaczyna marzyć o innym życiu – życiu dżentelmena.

W historii Pipa można niemalże zobaczyć czarodziejską różdżkę wróżki, która w Kopciuszku zamienia posługiwaczkę swej macochy w piękną damę – tak samo dzieje się w przypadku bohatera Wielkich nadziei. Za sprawą tajemniczego darczyńcy życie młodzieńca zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni. Pip staje się bogaty, wreszcie może rozpocząć naukę, a przed nim rozciągają się bliżej nieokreślone perspektywy – tytułowe wielkie nadzieje. To dar od losu i spełnienie marzeń chłopca, który niemal bez żalu rozstaje się z rodzinnym domem i wyrusza na podbój świata. Pip nie zna tożsamości swojego darczyńcy – ta ma zostać określona dopiero w odpowiednim momencie w przyszłości – jednakże podejrzewa panią Havisham o taki wyraz sympatii. Jest również pewien, że jego dobrodziejka zaplanowała połączyć go więzłem małżeńskim wraz ze swoją podopieczną, czyli Estellą.

Czytając Wielkie nadzieje możemy obserwować, jak z nagłym spełnieniem najskrytszych marzeń radzi sobie główny bohater. Pip zdradza czytelnikowi, jak wyglądało jego nowe życie i robi to ze szczerością. Główny bohater powieści Charlesa Dickensa nie oszczędza siebie i nie wstydzi się przytoczyć nawet niezbyt pochlebnych opinii o sobie. Swoją historią Pip na kartach Wielkich nadziei przeciwstawia sobie dwa światy: świat ludzi biednych, niewykształconych, którzy posiadają prostą mądrość oraz środowisko wyższych sfer, które żyją ponad stan, mają swoje dziwactwa i swoje tragedie, które sprawiają, że ci „bogaci” nie są szczęśliwi w swoim życiu. I choć Pip ze wszystkich sił stara się dostać wyżej, brakuje mu siły ducha, bez której jest:

Dobrym chłopcem, w którym dziwnie łączy się śmiałość z niezdecydowaniem; porywczość z oględnością; pragnienie działania z lenistwem.

Pip nieustannie czeka, żyje w zawieszeniu, czekając na pojawienie się darczyńcy, który nakreśli mu dalszą drogę życiową. Tymczasem – jak to często bywa – bohater musi się zmierzyć z gorzką prawdą, której wyjście na jaw zupełnie go rozczarowuje. Cała akcja Wielkich nadziei zmierza do tego kulminacyjnego punktu, w którym Pip stanie się na tyle dorosłym, by dowiedzieć się, kto stoi za jego awansem społecznym.

Wielkie nadzieje Charlesa Dickensa to wspaniała opowieść o przyjaźni, która nie przemija, choć człowiek czasami wcale jej sobie nie życzy. Główny bohater w całym swoim nieszczęściu prawdy ma to szczęście, że jest otoczony życzliwymi mu osobami, w których sympatii może schronić się, przeczekać nieco burzę. Pip może liczyć na pomoc kilku postaci – nawet tych, których wyrzekł się w poczuciu wyższości i wstydu przed tym, co ułomne, niewykształcone i prostackie. Główny bohater Wielkich nadziei poprzez wszystkie swoje przygody uczy się, czym jest prawdziwa przyjaźń i jak wielka jest jej wartość w obliczu życiowych niepowodzeń. Przyznaję, że niektóre fragmenty przejawów ludzkiej sympatii wobec Pipa mogą wzruszać – zwłaszcza postawa Joego, którego wręcz ojcowskie uczucia wobec swojego podopiecznego nie gasną nawet wtedy, kiedy młodzieniec postanawia zerwać swoje stosunki z kowalem.

Nie byłabym sobą, gdybym nie zwróciła uwagi na kreację głównego bohatera i na komizm, jaki znajdziecie na kartach Wielkich nadziei. Charles Dickens stworzył bardzo przyjemnego narratora, którego czytelnik słucha z niekłamaną przyjemnością. To człowiek doświadczony życiowo, ale nie złamany. Popełniający błędy, ale i rozumiejący je. No i komizm – mój ukochany komizm literatury klasycznej, na który zwracałam Wam już wcześniej uwagę, recenzując Martwe dusze Mikołaja Gogola czy Trzech muszkieterów Aleksandra Dumasa. W Wielkich nadziejach znajdziecie opis wielu sytuacji, które wywołają uśmiech na Waszej twarzy. Żeby nie być gołosłowną – podam przykład. Oddajmy głos Pipowi, który opowie nam, jakimi smakołykami częstowano go podczas uczty u jego siostry:

Dawano mi do ogryzania tylko kości z kury i podejrzane kąski wieprzowiny, którymi świnia pewnie nie chlubiła się w czasie swojego życia.

Piękne, po prostu piękne!

Na koniec tej recenzji mogłabym zacząć się czepiać epilogu Wielkich nadziei. Mogłabym powiedzieć Wam, że Charles Dickens trochę odleciał, choćby ścisłym połączeniem bohaterów powieści (Wielkie nadzieje to prawdziwa sieć związków pomiędzy poszczególnymi postaciami), że zakończeniu książki brakuje realizmu. Mogłabym, ale tego nie zrobię, bo to właściwie niewiele zmienia. Powieść Dickensa mimo tego jest dla mnie wspaniałą literacką ucztą, na której dostałam tylko najlepsze kąski. Cieszy mnie, że odkryłam historię Pipa i naprawdę z całego serca polecam Wam tę książkę.

M.J. Iwan

P.S. Czytałam Wielkie nadzieje wydane przez Wydawnictwo MG, a przetłumaczone przez Antoniego Mazanowskiego. Musicie wiedzieć, że jest to wersja skrócona, o czym szerzej pisze Marta z bloga Między Sklejonymi Kartkami (link do wpisu znajdziecie TU). Kilka razy w powieści czytelnik trafia w miejsca, gdzie wyraźnie widać, że coś zostało \pominięte. Warto mieć świadomość, że winę za to ponosi niepełne tłumaczenie.

Reklamy

Jeden komentarz Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s